piątek, 31 sierpnia 2012

tytuło- i stanowiskomania

Dawno, dawno temu, jak ledwo wystawałam brodą nad stół, do Dziadka zjeżdżali różni ważni profesorowie ze Świata. Wtedy było ważne komu najpierw podać kawę, kto koło kogo siedzi, kto pierwszy zabiera głos. Obserwowałam to z zapartych tchem z pozycji niewidzialnego malucha.

Tu momentami czuję się tak samo. ;) W Lipsku (Niemczech?) panuje powszechna tytułomania. Nawet przy dzwonkach na furtkach wypisane są magiczne literki: dr, prof., każdy "daje ile może".



Posiadane stanowisko określa dodatkowo miejsce na parkingu pracowym, ustawienie biurka, czy nawet zakres dostępu do internetu! To kompletne przeciwieństwo Finlandii, gdzie panuje pełne równouprawnienie płci, wieku czy stanowisk właśnie. Sprzataczka, kierowca autobusu czy manager są tak samo doceniani, stoją w tych samych kolejkach i parkują na tych samych parkingach.

Wczoraj pediatra, do której trafiłam z Tolkiem, wypytała mnie o pochodzenie, wykształcenie, po czym pełnym politowania głosem podsumowała "to nigdy nie będziesz tu szukać pracy, tak?" i przeszła z powrotem na niemiecki, choć chwilę wcześniej powiedziałam, że jeszcze nie znam tego języka. Zabolało, nie powiem. Nastepnym razem przed wizytą u pediatry dopiszę sobie mgr. przed nazwiskiem i podam stanowisko, jakie pani w banku wpisała mi w dokumenty: household manager.
Może wtedy będę ważniejszym matko-pacjentem.

czwartek, 30 sierpnia 2012

mieszkanie do wynajęcia

Otóż w Lipsku 95% mieszkań do wynajęcia nie ma zabudowanej kuchni. Tzn. kuchnia to  pomieszczenie z glazurą i terakotą oraz potrzebnymi przyłączami. Koniec. Martw się człowieku dalej sam.
W Finalndii jakieś dwie godziny minęły od momentu wybrania przez nas mieszkania, do podpisania umowy. I można się było wprowadzać. Tu spodziewaliśmy się czegoś podobnego. Tymczasem na wstępie ostrzeżono nas, że miesiąc to może być za mało. Śmialiśmy się i niezrażeni tymi doniesieniami wpisaliśmy w wyszukiwarkę nasze kryteria. Znalazło sie 100 mieszkań. Chcieliśmy być twardzi i wynająć jednak zabudowaną kuchnię. Po zaznaczeniu tej opcji zostały.... 4 (słownie: cztery) mieszkania. Żadne nie nadawało się do zamieszkania.
Założenia wsadziliśmy sobie więc w buty i dopuściliśmy opcję braku kuchni; a potem dopuściliśmy większe lub mniejsze mieszkania; a potem porzuciliśmy wybrane dzielnice, a potem szukaliśmy już czegokolwiek, co będzie dostępne w ciągu miesiąca i gdzie wpuszczą nas z psem.
Udało się. Na styk. Zostały nam 4 dni zapasu. A nasza kuchnia wyglądała tak:



Zachodzę w głowę co robi się z zabudową kuchni przy zmianie wynajmowanego mieszkania.

środa, 29 sierpnia 2012

ogólniki

Jakby pół roku temu ktoś zapytał mnie co sądzę o mieszkaniu w Niemczech, to byłabym zdecydowanie przeciw. A jakby ktoś spytał mnie o Lipsk, to nie wiedziałabym gdzie dokładnie leży.
A na pytanie o język niemiecki odpowiedziałabym, że nadaje się tylko do wydawania rozkazów. I pewnie dorzuciłabym kilka ogólników w stylu Cejrowskiego: że Niemcy to są głośni, piją piwo, no i że ordung muss sein.

No i proszę. Minęło kilka miesięcy, jestem tu i mierzę się z własną niewiedzą. I dziwię się nieustanie.

Pierwszy szok nastąpił jeszcze w Warszawie: okazało się, że ten język niemiecki to nie jest taki twardy i brzydki. A nawet - że mi się całkiem podoba i na razie wydaje się łatwy, a potem było ich (tych zaskoczeń) coraz więcej i więcej.
I o tym zamierzam pisać.

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...