piątek, 28 września 2012

parkowanie w Lipsku

Jeśli komuś się wydaje, że parkowanie w małym mieście musi być proste, to się grubo myli. Jak już kiedyś pisałam na zabudowę lipską w dużej mierze składają się stare kamienice. Tak się składa, że w starych kamienicach nie przewidziano parkingów podziemnych, ani w ogóle żadnych parkingów. Jedyna przewidziana opcja to parkowanie równoległe do jezdni. Wszystko super, tylko wzdłuż jednej kamienicy zmieści się może sześć samochodów (o ile kierowcy się postarają), a myślę, że na każdą kamienicę przypada - lekko licząc - dwa razy tyle aut. Ponieważ nie ma ludzkiej siły na stworzenie prawdziwych parkingów, mieszkańcy Sleußig, czyli dzielnicy w której mieszkamy, wykazali się kreatywnością, a miasto wydało na to milczące przyzwolenie. Jaki to sposób? a taki....


tutaj widzimy przejście dla pieszych. Konia z rzędem temu, kto przedostanie się na drugą stronę jezdni z wózkiem dziecięcym: 

do tego starannie zaparkowane rowery

A to chodnik właśnie:



 Widoczna tu skoda właśnie poszukuje miejsca do zaparkowania:



Problem się pojawia jak JEDNEMU kierowcy przyjdzie do głowy stanąć na bramie. Wtedy blokuje ok. 10-20 samochodów.

Jest parkowanie, jest zabawa.

środa, 26 września 2012

szczupły jak lipszczanin

Lipszczanie są szczupli! Nie chudzi, nie zasuszeni, tylko "szczupli sportem". Myślę sobie, że to w dużej mierze to zasługa wszechobecnych rowerów i kajaków. Ale także liczba biegaczy wskazuje, że są po prostu przyzwyczajeni do zdrowego trybu życia.
TaTolek, który regularnie odwiedza różne siłownie, też ma swoje spostrzeżenia. W Polsce przeciętny "paker" robi biceps i klatę. Potem taki mistrz z kurzym udkiem i chudą łydką zasuwa po ulicy, dumnie prężąc tors. Tutaj jest inaczej. Wszyscy trenują plecy. Dzięki temu chodzą prosto, ręce nie odstają im nienaturalnie, a muskulatura rozwija się równomiernie.
Nie, nie jestem fanką nordyckiego typu urody, ale miło popatrzeć na wysportowane, ładnie umięśnione ciała płci obojga.
Przy okazji zdałam sobie sprawę jak warszawiacy roztyli się na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat. I że ja niespecjalnie przeciwstawiałam się tej tendencji. Teraz więc pedałuję, chodzę, ćwiczę i... czekam, aż ktoś weźmie mnie za lipszczankę. ;)

wtorek, 25 września 2012

mała Wenecja niemiecka

Goethe nazywał Lipsk "małym Paryżem". Nie mam bladego pojęcia co nasuwało Mu takie skojarzenia. Jeśli miałabym porównywać Lipsk do jakiegoś miasta, to jedyne, co przychodzi mi na myśl, to Wenecja. Tak, wiem, porównanie budzi radość. ;) Skąd mój pomysł? Bynajmniej nie ze względu na architekturę. Pisałam już o ciekach wodnych tego miasta - to sieć kanałów, po których dzikie tłumy pływają kajakami, łódkami i gondolami właśnie. Jak kiedyś powiedziała zaprzyjaźniona siedmiolatka "na własne oczy widziałam i sama byłam tego świadkiem".  Spędziłam już parę ładnych godzin pochylona z Olcią nad balustradą, podziwiając widoki, "pojazdy" (popływy??) i ludzi (jak straszliwie różnią się turyści od tubylców!!)
A oto i one...
gondole:


śluza,  którą za każdym razem śledzimy z zapartym tchem:
 kajaki:
 hmmm.... tratwy wycieczkowe?
 i jeszcze jedna gondola, z eleganckim gondolierem:

Zachwycają mnie te kanały i możliwość POPŁYNIĘCIA do pracy. Obiecujemy sobie wszyscy, że w przyszłym roku spacyfikujemy Olcię tak, żebyśmy wszyscy mogli popłynąć.

poniedziałek, 24 września 2012

rowerem przez Lipsk

Niedawno dobry znajomy określił rower, który kupiliśmy Kubie, mianem "hipermarkeciaka z aluminium z kapsli od butelek". Miał rację. ;) 
Nie mniej, w Lipsku jeździ się na wszystkim, co daje radę się poruszyć napędzane siłą mięśni.  
To znaczy, że dopiero taki rower odchodzi na zasłużony odpoczynek: 






Lipszczanie jeżdżą na wszystkich rowerach i rowero-podobnych, jakie tylko sobie można wymarzyć: wypasionym firmowcach, zwykłych bezprzerzutkowcach, stareńkich antykach, pordzewiałych do cna, z siodełkami przetartymi do sprężyn; i nawet na takich, zrobionych z aluminium kapslowego, jak TaTolek. Ważne, żeby JECHAĆ. A czasem - żeby właśnie nie jechać, tylko porzucić rower gdziekolwiek bądź i posiedzieć z przyjaciółmi (tych akurat nam na razie brakuje). 


 
Tolek przechodzi przyspieszony kurs zasad ruchu drogowego i do tej pory tylko/aż jeden raz było groźnie, bo nie wiedział, że jest na ścieżce podporządkowanej. Teraz pilnujemy Go jeszcze bardziej i jesteśmy cały czas obok, żeby w razie czego na skrzyżowaniu (podkreślam, że cały czas piszę o skrzyżowaniu ŚCIEŻEK ROWEROWYCH, a nie ulic, po których poruszają się auta) móc Go dosłownie przepchnąć.

Rowerów jest tyle, że nie bardzo mam jak zrobić im zdjęcie w ruchu, bo od razu powstają zatory na ścieżkach. Pozostaje mi więc fotografowanie postojów rowerowych, które są wszędzie: 







Cóż nam pozostaje? Dopasować się! Robimy to ze sporą przyjemnością tym bardziej, że Olcia okazała się być fanką przejażdżek (a wózek przyjmuje dzikim wrzaskiem sprzeciwu). Zdaje się, że postanowiła przestudiować też budowę rowerów. 


A! W Lipsku nie ma wymówki, pt. " sama z dzieckiem się boję". Dziecko na rowerze nie jest przeszkodą... dwoje dzieci... ani troje... ani nawet czworo...  
Zagadka: ile dzieci wiezie ta pani? 




W ogóle rodzice lipscy na rowerach zasługują na osobny wpis, ale to dopiero, jak nazbieram odpowiednią liczbę zdjęć z niewidocznymi twarzami bohaterów zdjęć.



 

piątek, 21 września 2012

graffiti

Jakieś 15 lat temu fascynowały mnie rysunki i napisy na ścianach, płotach i innych miejscach bardziej lub mniej trafnie do "przyozdabiania" wybranych. Czekałam na wyprawy w rejony toru wyścigowego na Służewcu, żeby zobaczyć co nowego się na płocie dzieje - tam było to, co najnowsze.
Pamiętam też rozmowy rodziców, którzy oburzali się, że co to za moda, że brudzi fasady budynków, przystanki autobusowe, itd. Patrzyłam na nich jak na mocno starszych państwa, nie nadążających za zmieniającymi się kanonami estetyki. Byli wtedy pewnie w okolicach "czterdziestki". ;)

W Lipsku przypomniały mi się ich rozmowy, argumenty... i tak dumam: zestarzałam się? czy Polska się zmieniła i w większości zniknęły te nieudane malowidła, wyparte przez dzieła prawdziwych mistrzów?!

To marna próbka tego, czym Lipsk stoi...





czwartek, 20 września 2012

jak to jest z tym Lipskiem przemysłowym?

W każdym przewodniku, na każdym portalu, na ustach wszystkich, którzy o Lipsku mówią, wcześniej czy później pojawia się zdanie "bo Lipsk to miast przemysłowe". I faktycznie - fabryk, hal, budynasów wielkich i groźnych ci u nas dostatek. Tylko wyglądają nieco inaczej, niż to sobie wyobrażałam po tych szumnych zapowiedziach...











Chyba nie widziałam nigdzie wcześniej takiej ilości pozawalanych pięter.
Oraz takiej ilości drzew... w rynnach. Ile potrzeba lat, żeby z nasionka wyrosło drzewo, wielkości tych na zdjęciach?

środa, 12 września 2012

lipska zabudowa

Z tym Lipskiem to jest dziwna sprawa. W polskich przewodnikach mam napisane, że to jedno z najmniej zniszczonych w czasie wojny miast niemieckich, a w otrzymanych tutaj dokumentach jak byk stoi, że było bardzo zniszczone, ale jest super odbudowane. Tak czy siak - jak stwierdził TaTolek - lipszczanie mają problem, bo całe miasto ma zabudowę przedwojenną i nie ma miejsca na nic nowego. Tak więc połowa ulic wygląda jak Krakowskie Przedmieście. Tylko ludzi mniej i asfaltów brak. O drugiej połowie napiszę innym razem.





Podobno większość ludzi w Lipsku wynajmuje mieszkania, zamiast kupować. Poszczególne kamienice są więc zarządzane w całości przez firmy. W całości są też remontowane. Nie wiem co się dzieje wtedy z najemcami - pewnie muszę szukać czegoś innego.
W każdym razie potężne wrażenie na nas robi, jak pewnego pięknego dnia przyjeżdża sprzęt ciężki z gromadą mężczyzn młodych i silnych.  Najpierw stają rusztowania, potem powstają prowizoryczne windy zewnętrzne, a kamienicę jak sieć pajęcza spowija szczelna folia i się zaczyna... wymiana rur, kucie tynków, wymiana podłóg, okien, drzwi, a potem - od nowa, upiększanie....





... i tylko pozostaje mieć nadzieję, że stan naszego mieszkania to nie efekt takiego generalnego mieszkania tylko jakiejś prowizorki. Mamy bowiem same "perełki": trzy warstwy glazury w łazience, położone jedna na drugą, przynajmniej dwie warstwy paneli na podłogach, przez co łazienka i kuchnia zostały "o pietro niżej" z morderczym progiem do pokonania; zamiast gładzionych ścian - płyty ktg przykryte tapetą, przez co np. w kuchni strach zawiesić szafki; a kontakty nad blatem wypadają... jeden nad zlewem, drugi nad gotującymi się garami..... bo jak wiadomo prąd + woda to połączenie wprost idealne... nic to. Postaramy się nie zabić, nie uszkodzić, nie połamać i jak najszybciej znaleźć coś bardziej komfortowego.

wielkie miasto, choćby i bez seksu... ;)

"Sex w wielkim mieście" to jeden z niewielu seriali, który kocham miłością wielką. Nie oglądałam tego do wieków, a w Lipsku "wpadłam w ciąg". Codziennie dwa odcinki dają możliwość szybkiego przypomnienia sobie wszystkich etapów życia Carrie Bradshaw.
Właśnie Carrie przeprowadziła się z Nowego Jorku do Paryża; za ukochanym, w inny świat. Po czym przepadła z kretesem pośród innej mentaloności, nieznajomości zasad, reguł, sylu bycia i życia.

I choć Warszawa to nie Nowy Jork, a Lipsk to nie Paryż, to rozpoznaję ten lekki obłęd w oku pośród tłumu na ulicy; radość z nowości, która miesza się z  przerażeniem i kompletnym zagubieniem...

...i mały cytat na końcu, znowu z Carrie, oczywiście: "miałam w Nowy Jorku życie, przyjaciół, pracę; przyjechałam i jestem sama na tych ulicach"... na szczęście TaTolek nie odpowiada tak, jak Piotrovsky, z aktórym przyjechała Carrie, dlatego wszystko sobie spokojnie poukładamy. 

czwartek, 6 września 2012

dzieciogrupki

Zastanawiają mnie lipskie dzieciogrupki, tj. grupki dzieci, prowadzane przez jednego/dwoje dorosłych płci obojga. Ci dorośli raczej nie wyglądają na rodziców. Mogliby być przedszkolankami, ale zdecydowanie w polski kanon się nie wpisują (tatuaże, piercing, dredy na porządku dzienym). Nie chce mi się też wierzyć, żeby któraś mama zakładała dzieciom identyczne czapki, żeby nie mieć problemu z rozpoznaniem ich na placu zabaw. Na razie podążam ich śladem i fotografuję z ukrycia. ;)


kanały i kanaliki

Mało kto wie, że Lipsk pocięty jest siecią cieków wodnych.  Każdego dnia coraz bardziej zachwyca mnie system kanałów, kanalików, zapór i rzeczek, po których lipszczanie tłumnie pływają kajakami i łódkami. Dzięki temu nawet zwykły spacer środkiem miasta "z wózkiem w garści" zdecydowanie różni się od dotychczasowych.






Na dobrą sprawę ciężko jest tak pójść, żeby nie dojść do wody. 

poniedziałek, 3 września 2012

niemieckie drogi...

"Nie ma to jak niemieckie drogi" - to zdanie słyszałam milion razy. Bo takie dobre, proste, szybkie i wspaniałe. I jasne - jeśli się tyczy autostrad, to święta prawda. Wycieczka na obiad do miasta oddalonego o 400km nie stanowi tu dla nas problemu.
Natomiast ulice i uliczki w samym Lipsku dosyć.... szokują. Widziałam już różne "łatanki", ale tutajszym przyznaję złoty medal.


wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...