piątek, 29 marca 2013

Wesołych Świąt


Wielkanoc za pasem. My uciekamy. Spakowaliśmy to, co najpotrzebniejsze, wcisnęliśmy dzieci w auto i pojechaliśmy szukać wiosny. Wrócimy za dni parę, jak już zrobi się cieplej.

Życzę wszystkim Wesołych Świąt
Kolorowych pisanek
Zdrowia
Spokoju rodzinnego i pracowego
i
Spełnienia marzeń


 Obywatel Świata Tolek zrobił wydmuszki z flagami Polski i Finalndii i wrócił z wpiętym znaczkiem Niemiec w klapie.

środa, 27 marca 2013

wiosna vs. zima


 Zima walczy z wiosną, wiosna się opiera, zima wychodzi na prowadzenie... łapie mróz, spada śnieg, następnego dnia przchodzi ciepły wiatr i wszystko zaczyna się topić. Kolejnej doby wiatr robi sie lodowaty i zamraża to, co już chciało spłynąć do ziemi. Oto obraz Lipska. Trochę wiosny, trochę mrozu. Robię zdjęcia, czaruję, zaganiam do domu Lalkę z lodowatych, bądź błotnych spacerów i powtarzam sobie "już za chwileczkę, już za momencik". Teraz Święta. Mam nadzieję, że po Wielkanocy będzie już ciepło... na razie podziwiam takie "wiosenne" widoki:


Tymczasem Lalka wydaje się nie zauważać chłodu i zachwycać każym pyłkiem, sopelkiem, śniego-błotkiem, kiełkującym kwiatem. W te sposób 25 marca wyciągnęłam - pierwszy raz w tym (zimowym) sezonie ciepłą kurtkę. Zapuszczam korzenie na spacerach i modlę się  kolejną porę roku.



Oto wiosenne zaklęcie, żeby już przyszła, rozgrzała, słońcem zaświeciła i pomogła przeżyć innym mamom odkrywców, takim jak ja, poprzymrażanym do ławek i chodników.


poniedziałek, 25 marca 2013

dmuchanie jajek

Na Święta wyjeżdżamy, więc przygotowań praktycznie w tym roku nie ma żadnych. Przynieśliśmy do domu trzy smętne badylki jako palemkę i na tym mieliśmy skończyć kiedy okazało się, że Tolek ma przynieść na dziś do szkoły wydmuszki. Zrobiło się wesoło. Tolek zaczął od ogrzewania jajek na kaloryferze (jajka do dmuchania muszą być w temperaturze pokojowej). Oczywiście, jajka nie chciały leżeć spokojnie i szybko dorobiliśmy się jajecznicy pod kaloryferem, zamiast grzanych jajek na kaloryferze.
Potem było już coraz lepiej - przebijanie skorupki, trzęsienie jajkami, dmuchanie... nie jestem pewna, który z panów był bardziej przejęty zadaniem.


Misja zakończyła się sukcesem. Jajka wygodnie umościły się w pudełku wyłożonym watą i pomaszerowały z Tolkiem do szkoły. Pewnie jutro okaże się co z tego wyszło i czy przetrwało wycieczkę w plecaku.

czwartek, 21 marca 2013

do Mamy Erasmusa

Kilka dni temu zadała mi Pani pytanie, a ja nie wiem jak odpowiedzieć (mailem, prywatnie). Najmocniej proszę o podanie adresu mailowego choćby w komentarzu i odpiszę Pani.
Pozdrawiam,
MW.

Tatusiowa córeczka

Raz na jakiś czas Lala "zawiesza się" na cały dzień na jednej osobie. Dziś jest tatusiową córeczką i takie prowadzimy dialogi (Lala macha łapkami i pokazuje, używa minimum słów):
ja: olciu zjesz coś?
Lala: tata nie pozwolił
ja: napijesz się?
Lala: tata zabronił
ja: masz kupę?
Lala: nie, ja nie - tata ma
ja: chcesz śliniak?
Lala: nie, tata schował
itd., itp.
Wszystko z poważną, zafrasowaną miną.Ot, Tatusiowa Córeczka...

środa, 20 marca 2013

10 przykazań wg Tolka

Tolek to człowiek wielozadaniowy. Tu - je sniadanie, tu - uczy się do I Komunii.
"Na tapecie" dziesięć przykazań bożych. Nagle słyszymy, jak powtarza pod nosem:
 "1. będziesz miał cudzych bogów przede mną. 2. ..."
Hm... może mieć problem z tą komunią. 

wtorek, 19 marca 2013

rozmowy z córką

Lalka potrafi coraz więcej powiedzieć, ale Jej się nie chce. Porozumiewa się językim migowym, który - niestety - rozumiemy. Dodaje proste słowa, w stylu "mama, Tata, tak, dzięki", itd.
DziaTolek stwierdził, że to niesamowite, jak ta mała istotka robi sobie narzędzia z dużych ludzi. Bierze za rękę, ciągnie tam, gdzie chce, pokazuje, kręci głową, cmoka, macha rączkami - przy odrobinie dobrej woli ciężko się nie dogadać mimo, że Mała prawie nic nie artykułuje. Parę razy, kiedy trafiła na jednostki wybitnie oporne okazało się, że - przyciśnięta do muru - potrafi mówić. Postanowiłam dziś czekać na komunikaty werbalne - nic nie widzieć, nie rozumieć i czekać,  aż Lalka powie czego chce.
Chwilę potem Olka przyleciała. Zacmokała i czeka. Ja - nic.
Otworzyła szafkę, wręczyła mi butelkę i energicznie kiwnęła głową na "tak".  Powiedziałam, że nie rozumiem i musi powiedzieć.
Otworzyła szafkę, postukała palcem w puszkę z mlekiem i powiedziała "Mama, tak! Dzięki!".
Ja dalej udawałam głupią. Trwało to z 5 minut i widziałam, że Lalka coraz bardziej się denerwuje. Ponieważ do niczego dobrego to nie prowadziło, powiedziałam "Olcia, powiedz: proszę mleko". Mała Uśmiechnęła się, klasnęła i potaknęła.
ja: powiedz "mleko"
Lala: tak!
ja: MLE-KO
Lala: oo! dzięki!
ja: MLEKO
Lala: stuka znacząco w puszkę z mlekiem
ja: powiedz MLEKO
Lala: wciska mi w rękę butelkę
ja: MLEKO
Lala: daje mi łyżeczkę do odmierzania
ja: Olcia, mów! Powiedz "MLEKO"
i tak w koło Macieju przez 5 minut.
W końcu Lalka wyraźnie wkurzona pomyślała i mówi: "Mama, nie chcę [mówić] MLEKO". Zacmokała - postukała paluszkiem w puszkę, wręczyła mi butelkę i poszła obrażona...
1:0 dla Lalki.

piątek, 15 marca 2013

prymulki


 Dziś nie piszę, tylko pokazuję jak zmieniła nam się aura przez ostatni tydzień.

Tydzień temu:

Początek tygodnia:

Koniec tygodnia:

Aż boję się pomyśleć co będzie za kolejny tydzień. ;)

czwartek, 14 marca 2013

stare kamienice

Lipsk to mieszanka wybuchowa kamienic pięknych, odnowionych i ozdobnych oraz budynków kiedyś pięknych, a teraz budzących strach i żal, że tak wiele zależy od pieniędzy. Od środków finansowych na renowację, bądź ich braku powodującego szybko postępujące niszczenie...
Serce się ściska na widok pozawalanych dachów, stropów i podłóg, odpadających balkonów, pękających okien i kruszących się zdobień. Chyba nigdy nigdzie nie widziałam takiej ilości przepięknych kiedyś budynków, teraz zionących pustką. Naprawdę koło wielu strach przejść.


I to strach w całkiem dosłowny sposób - coś może spaść na głowę. Za każdym razem jak muszę przejść pod czymś takim z Lalką w wózku, to zasłaniam Ją budą, jakby w razie spadającyh fragmentów budynku, mogło to w czymś pomóć.
Nie mam, niestety, zdjęcia kamiency, którą widujemy tylko przez szyby samochodu - od góry do dołu owinięta jest biało-czerwoną taśmą. Wygląda, jakby tylko ten kawał plastiku trzymał ją scaloną, jakby bez tego miała runąć. Taśma łopoce na wietrze, wydyma się, hałasuje, a na chodniku w koło nie ma żywej duszy. Jadąc przez Lipsk można zebrać kolekcję poobrywanych żaluzji, odpadającyh okien i kruszących się tynków. Domy duchów...


Kiedy wiedzieliśmy już, że będziemy się tu przeprowadzać, włączyłam mapy googlowe. Postawiłam ludzika na głównej ulicy i "poszłam na spacer". Mina "wydłużała mi się" z sekundy na sekundę. To ruina!! To dziura zapadła!! Ja nie chcę!! Co my zrobiliśmy?! Okazuje się, że akurat ta ulica, którą wybrałam sobie na wirtualny spacer jest już odnowiona (zdjęcia było z 2007 roku) i jest śliczna. Pięć lat wystarczyło na wyczarowanie z ulicy straszącej ruderami, perełki architektonicznej. Całe miasto zmienia się szybko. Ciekawe tylko czy wystarczy nam cierpliwości na doczekanie, aż większość miasta odżyje. Wtedy będzie tu pięknie.

środa, 13 marca 2013

dzień kobiet


"Dzień kobiet to goździk i ewentualnie rajstopy". Słyszałam to zdanie milion razy. I, oczywiście, że to komunistyczne święto i należy je bojkotować. A ja nie chcę! Nie kojarzy mi się źle, rajstopami nikt mnie nigdy nie uszczęśliwił, a goździkiem - wyłącznie w ramach żartu.
Za to lubię dostawać prezenty, kwiaty i w ogóle - być adorowaną.
W tym roku TaTolek sięgnął wyżyn i spowodował, że miałam chyba najmilsze "święto" w życiu. A to za sprawą przesyłki, która została dostarczona z minimalnym tylko opóźnieniem. Taki dzień kobiet to chętnie miałabym codziennie, tylko obawiam się, że portfel TaTolkowy mógłby tego nie wytrzymać. ;)
Przez następny miesiąc mam co czytać! 


wtorek, 12 marca 2013

łatwo przyszła, łatwo poszła


Niedawno pisałam o tym, że wiosna już przyszła. Minęło kilka dni i z bólem serca muszę napisać, że łatwo przyszła i łatwo poszła. Na balkonie leży 10cm śniegu, moje biedne prymulki z trudem wytrzymują ten ciężar na sobie. Nasze dzieci podzieliły się na dwa obozy. Obóz Tolka jest ciepłolubny i marzy o miejscu do mieszkania, w którym zimy nie będzie. Obóz Olki radośnie drepcze w śniegu, wybiera co ciekawsze kawałki lodu i znosi te skarby do domu, a następnie oblewa rzewnymi łzami każdą kałużę po ukochanej "zmarłej" śnieżynce.


Okna połaciowe mają w taką pogodę swój urok. Mam do wyboru co chwila odśnieżać je, zwalając śnieg na głowy przechodniów, albo poddać się i pozwolić szybom pokryć się grubą warstwą śnieżną, przez co w mieszkaniu robi sie zupełnie ciemno.  Za to bosko jest położyć się w wannie i mieć taki widok:


Odkryłam już, że jak przypadkiem naleje się zbyt gorąca woda, to jedno gwałtowne otwarcie okna daje możliwość kąpieli w śniegu. Znam takich, co by się cieszyli z kriowanny.



Dobra zima nie jest zła. Lubię jeździć na nartach, na sankach, na pupie, lubię lepić bałwany i rzucać się śnieżkami... ale teraz już bardzo, bardzo tęsknię za słońcem i kwiatami.
Uprzejmie proszę o powrót wiosny.

poniedziałek, 11 marca 2013

przyjecielem być...


 Siedzimy z Lalką w domu, za oknem śnieg i mróz, a przecież miała być już wiosna.
Lalka - jak przystało na dziecko XXI wieku - ogląda bajkę, a ja - jak przystało na uzależnioną mamę - siedzę przy komputerze.
Mam niepodzielną uwagę. Jak komputer, to nie bajka - inaczej nie umiem. Nagle przybiega Lalka, pakuje się koło mnie na krzesło i przytula mnie mocno. Wyrwana ze swojego świata zaczynam słuchac piosenki z Lalkowej bajki:
"lalala, przytul przyjaciela, lalala przytul przyjaciela".
Fajnie być przyjacielem swojego dziecka. 


sobota, 9 marca 2013

"tylko dla kobiet"



Cały czas mam nadzieję, że to jakas pomyłka, że coś źle rozumiem, ale... od kiedy przenieśliśmy się do Niemiec, odkrywam wagę pisma obrazkowego. TaTolek szybko robi postępy i coraz więcej rzeczy załatwia w języku niemieckim. Ja, niestety, jak już się kiedyś przyznałam, jestem kompletnym antytalentem językowym i mimo upływających miesięcy nadal w czasie rozmów głównie macham rękami. Zdjęcia, rysunki, szkice, - to właśnie to, co pomaga mi orientować się w życiu codziennym: w robieniu zakupów, znajdowaniu drogi, trafianiu do celu. Na ogół idzie nieźle, ALE...
Natknęłam się kilkukrotnie na jeden rysunek, który mnie dezorientuje:


No bo co to jest? Miejsce parkingowe tylko dla kobiet?! Na ciężarną to nie wygląda, na miejce rodzinne też nie bardzo.  W Finalndii jest pełne równouprawnienie, szanujący się Fin chyba zemdlałby z wrażenia... no chyba, że czegoś nie rozumiem. Ciągle mam nadzieję.

piątek, 8 marca 2013

Teściowa


Przez strony mojego bloga siłą rzeczy przewijają się różne postacie naszej rodziny bliższej i dalszej: BabcioTolki, DziaTolki, CiotkoTolki, WujkoTolki. A dziś będzie o kimś nie w odniesieniu do dzieci, ale do mnie.
Mam super Teściową. Ciekawe ile osób może to z czystym sumieniem napisać. Szanujemy się wzajemnie i z pełnym przekonaniem mówię i myślę o Niej jako o drugiej Mamie (choć, oczywiście, na przestrzeni tych nastu lat parę spięć zaliczyłyśmy, bo to człowiek z krwi i kości).
Ma najbardziej niebieskie oczy, jakie w życiu widziałam.


Moja Teściowa prawie nigdy nie wtrąca się w nasze życie, nie poucza, nie mędrkuje. Raczej milczy, niż mówi, nie ocenia (przynajmniej nie przy mnie ;) ). A na wszelkie próby pomocy - choćby w Jej ukochanej kuchni - słyszę "idź mi stąd, bo dostaniesz ścierką przez łeb". I uwielbiam ten tekst, choć może jest mało wysublimowany. ;) Uwielbiam go i dlatego, że mogę wtedy spokojnie zasiąść na kanapie i przez chwilę nie musieć nic robić, i dlatego, że to najbardziej "teściówkowy tekst", jaki przychodzi mi na myśl. Dopóki to słychać to znaczy, że wszystko jest ok.


Jest odważna. To Ona pierwsza łapała dzieciaki-niemowlaki na ręce, to Ona (jako jedyna z dziadkowej gromadki) przewija Lalkę i podejmowała próby karmienia naszej wybrednej Księżniczki jak mi ręce opadały z bezsilności. Działa zadaniowo - jak coś trzeba zrobić, to trzeba nawet, jak po drodze można oberwać miską Lalkowej kaszki w głowę.
Jest Babcią, która swoją miłość wyraża w dogadzaniu innym przy stole - "na zamówienie" powstają pyszne, typowo polskie dania. Tolek mówi o Niej "Babcia zupkowa" - bo robi najlepszą pomidorówkę na Świecie. Lalka nic nie mówi, bo nie umie, ale pomidorówkę zjada, aż się uszy trzęsą.


Ale ma też jedną minę. I jak ta mina się pojawia, to lepiej zmykać, gdzie pieprz rośnie, bo rzeczywiście nie wiadomo czy ścierka nie pójdzie w ruch:


Teściowa leży w szpitalu. Pokroili Ją wczoraj wzdłuż i wszerz. Dopiero teraz, jak opuściła Ją zwykła energia i "kozakowanie" widać, jaka jest malutka i kruchutka.  I dlatego bardzo proszę o wszystkie kciuki Świata, żeby szybko się wstała, żeby choroba poszła precz i żeby znowu była uśmiechnięta, pewna siebie i energiczna.

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...