piątek, 22 kwietnia 2016

arbuz w zoo

Walczę z renowacją łazienki. tymczasem słyszę, jak DemOlka pokłóciła się... z arbuzem, którego je na śniadanie. Nie wiem, co zrobił biedny arbuz, ale posypały się gromy. 
Na szczęście szybko się pogodzili i DemOlka zaczęła opowiadać mu o (wymyślonej) wycieczce do zoo, ze swoim (wymyślonym) przyjacielem Mickelangelo (żółwiem ninja) i o tym, jak karmili wspólnie króliki. 
Po czym całe towarzystwo (arbuz, wymyślony Mickel i DemOlka) przybiegli mnie prosić o zwierzątko domowe, najchętniej królika, bo ten w zoo był fajny. 
Normalka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...